Pięć mórz, sześć krajów, 11500 przejechanych kilometrów, jedno auto i jedna wielka przygoda – czyli Skandynawia–Kaukaz 2009
Czytając literaturę rosyjską Gogola, Bułhakowa, Dostojewskiego zawsze chciałem zobaczyć Rosję. Dorastałem w czasach kiedy za naszymi wszystkimi granicami lądowymi mieszkali nasi sojusznicy z tego samego systemu. Funkcjonowało ZSRR przedstawiane jako nasz jedyny i największy przyjaciel. Chciałem doświadczyć na własnej skórze kontaktu z krajem, który po zmianie systemu nagle został utożsamiony ze wszystkim, co najgorsze w naszej historii. Zainspirowany przeczytaną kiedyś lekturą Romualda Koperskiego, opowieściami Tadeusza Stolarzewskiego o jego podróżach Gazem 69 do Rosji, którego miałem przyjemność poznać i spędzić dzień na szwendaniu się po Górach Sowich w czasie Zlotu Miłośników Podróży Samochodowych w 2005 r. w Srebrnej Górze, rozpocząłem przygotowania do wyprawy. Jako początek należałoby przyjąć właściwie ten moment, kiedy podejmujemy decyzję o wyprawie w dany rejon świata, bo mając nadzieję, że marzenie przekształci się w rzeczywistość, od samego już pomysłu jest się w podróży.
Już w 2006 r. wyjazd w północne rejony Rosji europejskiej doszedłby do skutku razem z grupą zorganizowaną, ale z powodu zbyt małej ilości uczestników organizator odwołał termin wyjazdu. Ciągle powracające myśli o konieczności poznania kraju naszego byłego największego przyjaciela zmusiły mnie do rozważań na temat wyjazdu nawet jednym autem i jeżeli zajdzie taka potrzeba, to nawet w pojedynkę.
Początkowo plany wyjazdu były ukierunkowane tylko na Murmańsk jako cel wyprawy, ale w trackie zbierania informacji i podróżowaniu palcem po mapie zauważyłem, że nie tak daleko od planowanego celu jest też następne ciekawe miejsce przyciągające różnej maści podróżników, czyli Przylądek Nordkapp - najdalej na północ wysunięta część Europy na wyspie Mageroya w Norwegii. I tak w miarę upływającego miesiącami czasu na studiowaniu map, gromadzeniu dostępnych informacji i delektowaniu się przy tym różnego rodzaju markami piwa, powstał pomysł pójścia o krok dalej: rozszerzenie trasy wyprawy za jednym razem o Gruzję na Zakaukaziu.
Rozesłałem wiadomość o moich zamiarach wśród znajomych związanych z tematem turystyki off–road i czekałem na odzew. Pierwotny plan wyprawy zakładał pokonanie ok. 11000 km drogą lądową przez 8 państw + promy na Bałtyku i Morzu Czarnym w czasie od 1,5 do 2 miesięcy, przez co w takiej sytuacji zrozumiałe było, że chętnych do podjęcia wszelkich trudów wyprawy nie będzie zbyt wielu.
Zdeterminowany w swych zamiarach przyzwyczajałem się już do myśli, że będzie to samotna wyprawa, co w moim przypadku nie budzi wywołania lęku, gdyż z natury jestem samotnikiem i wiem, że choć samotne wyprawy jak wszystko w życiu ma swoje wady i zalety, to są bardzo ekscytujące.
W miarę zbliżania się terminu rozpoczęcia podróży, który został zaplanowany na połowę września, jeden ze znajomych w osobie Tomka vel ,,Rydzyka”, z którym w przeszłości wytłukłem się podróżując po bezdrożach Rumunii i Ukrainy, wyraził chęć wzięcia udziału w części wyprawy. Tym sposobem stanowiliśmy dwuosobową załogę Nissana Patrola, a wyprawa samoczynnie podzieliła się na dwa etapy. Tomek z uwagi na ograniczoną ilość wolnego czasu zdeklarował chęć udziału w jej pierwszej części przez Skandynawię, północne rejony Rosji, Karelię, Wyspy Sołowieckie na Morzu Białym, okolice jeziora Oniega aż do Moskwy. Drugi etap na Kaukaz, Morze Czarne, Gruzję, Turcję, Bułgarię i Rumunię pozostał do pokonania w pojedynkę. Nieodwołalny termin rozpoczęcia wyprawy został ustalony na wrzesień 2009 r. W czasie poprzedzającym wyjazd zająłem się sprawami związanymi z uzyskaniem wiz rosyjskich, sprawdzeniem i przygotowaniem auta. Ponieważ na co dzień zajmuję się autami terenowymi, a Nissan jest użytkowany codziennie, przez co wszelkie usterki są wychwytywane i likwidowane od razu, sprawdzenie auta pod względem mechanicznym polegało na potwierdzeniu dobrego stanu poszczególnych podzespołów. W myśl zasady ,,lepiej dmuchać na zimne” została wyjęta skrzynia biegów w celu przejrzenia sprzęgła i chociaż nie było potrzeby jego wymiany, mając to już rozebrane, a wiadomo, że skrzynia Patrola do najlżejszych nie należy, wymieniłem tarczę sprzęgłową. Auto otrzymało też bagażnik dachowy z dodatkowym oświetleniem, aby zmieściło się na nim drugie koło zapasowe i kanistry na paliwo. Część trasy z północy na południe, szczególnie przed i za Moskwą, miała przebiegać głównymi szlakami komunikacyjnymi. Dlatego też po wyjęciu tylnych foteli tuż za fotelem kierowcy i pasażera nad całą powierzchnią bagażową została zamontowana sypialnia dla dwóch osób, co pozwoliło na całkowitą niezależność od noclegów hotelowych, których i tak nie było w planach, za to z możliwością korzystania ze "stajanek”, czyli parkingów dla TIRów, bez potrzeby rozbijania namiotu tuż przy asfalcie. Na wyposażenie auta złożyło się też kilka części zapasowych: płyn hamulcowy, olej silnikowy, filtr paliwa i powietrza, po jednej parze klocków hamulcowych na przód i tył, po jednym zapasowym amortyzatorze, lampa przednia, krzyżak wału napędowego, dodatkowy akumulator i zapasowy alternator. Tak wyposażonym autem z wizami rosyjskimi w paszportach, z nastawieniem na przeżycie wielu przygód 13 września 2009 r. rano stawiliśmy się w porcie morskim w Gdyni po odbiór wcześniej zarezerwowanych biletów na prom relacji Gdynia–Helsinki.
Cdn
Opracował Piotr Szydłowski





